Na graniu  można zarobić wielkie pieniądze, ale nie jest to praca łatwa i przyjemna…

Gry = ludzie < pieniądze

gry komputerowe

Gry komputerowe to dla graczy coraz mniejsza rozrywka, a coraz większy zysk?

Gry komputerowe to branża, która zyskami przyćmiewa nawet hollywoodzki przemysł filmowy. Ale popularniejsze od samego grania staje się oglądanie rozgrywki innych graczy. Serwis YouTube pęka w szwach od kanałów, gdzie użytkownicy prezentują swoje wirtualne perypetie. I świetnie na tym zarabiają. Przykładem jest letsplayer Felix Kjellberg, znany także jako PewDiePie. Posiada 37 milionów subskrybentów, którzy przynoszą mu ok. 4 miliony dolarów zysku rocznie. W Polsce internetowych gwiazd takiego formatu jeszcze nie mamy, ale takie tuzy wirtualnej rozrywki jak Remigiusz Maciaszek i  Patryk Rojewski mają setki tysięcy fanów. Internet aż huczy od plotek na temat ich zarobków. Patryk Rojewski ma już ponad milion subskrybentów, a Remigiusz Maciaszek dodał prawie 4 tysiące filmów.

Wirtualna rozrywka, realny zysk

Nie ma wątpliwości, że  pełnoprawną profesją jest e-sport (pro gaming, competetive gaming). Zawodowi gracze ligowi „pracują” po kilkanaście godzin dziennie na treningach, wyjeżdżają na zgrupowania i turnieje, dostają regularne pensje, są wspierani przez sponsorów. Gra toczy się o wysoką stawkę. Podczas turnieju Intel Extreme Masters w 2015 roku pula nagród wynosiła 150 tysięcy dolarów, a w turnieju 2005 CPL World Tour (transmisja w MTV)  1 milion dolarów (zwycięzca Johnatan „Fata1ty” Wendel zarobił 150 tysięcy dolarów. Pula nagród w turnieju The International Dota 2 Championships 2015 wynosiła 18 milionów dolarów, z czego zespół Evil Geniuses zgarnął ponad 6 milionów. Zawodowcy zyskują fortuny, popularność gwiazd rocka i groupies, ale ceną jest brak życia prywatnego (mówi się że dobry gracz nie ma znajomych tylko fanów), problemy zdrowotne i nawet uzależniania od narkotyków. Co więcej, na wspomnianych turniejach, na które przychodzi nawet 100 tysięcy widzów, zarabiają nie tylko gracze. Właściciele obiektów, reklamodawcy, developerzy, komentatorzy – dla nich pro gaming jest żyłą złota. Każdy chce kawałek tego tortu dla siebie.W Azji działają już korporacje zajmujące się np. levelowaniem postaci, farmingiem albo wynajmem osób, które mogą grać za nas gdy np. będziemy w pracy. Rozrywka może i jest wirtualna, ale tworzy realny rynek pracy.

Się gra, się ma…

Coraz więcej osób pokazują światu jak gra. Komputer, kamerka internetowa skierowana na siebie, dobra gadka i podbijają internet. Aby przyciągnąć subskrybentów (widzowie=pieniądze) publikują dużą ilość contentu, zajmują się montażem, promują produkty, testują sprzęt, piszą poradniki, blogują, streamują, farmią (porównują to zajęcie do sprzedaży nadwyżek dwutlenku węgla), recenzują, przekierowują ruch do gier free2play (prowizja od mikrotransakcji), relacjonują, rozpakowują, sprzedają gadżety, biorą udział w eventach, nagrywają q&a, jednocześnie czuwając nad biznesową stronę swoich działań. Niektórzy zajmują się również komentowaniem cudzych rozgrywek, co również przyciąga sporą widownię. A poza YouTubem trzeba ogarnąć jeszcze Twitcha, własne witryny oraz media społecznościowe. Niektórzy decydują się nawet na założenie własnej działalności gospodarczej i zatrudniają innych graczy. To wszystko zajmuje kilkanaście godzin każdego dnia, ale się opłaca. Legendy mówią nawet o kilku tysiącach złotych dziennie. Zarobki rosną, gdyż potencjał vlogerów został zauważony przez tradycyjną telewizję (zapraszani do programów śniadaniowych i programów muzycznych) oraz znane marki (np. Sprite, Bank Millenium), które chętnie wspierają ich w różnych działaniach w zamian za reklamę. Mówi się, że mainstreamowe media milczą o świecie gier. Prawda jest taka, że to właśnie gry stają się mainstreamem, a wkrótce tradycyjne media będą musiały z nimi podjąć walkę o przetrwanie.

Autor: GoWork.pl

Przydatne linki:

http://sheely-sheeley-family.us/blog/gry-komputerowe-ile-zarabiaja-gracze/